Nie jestem głupia

 


Irena

Nie jestem głupia...


 

Do pierwszej klasy idę jak tysiące innych dzieci w moim wieku. Tylko wtedy nie miałam pojęcia, czym to się zakończy. Zresztą tak samo czuła większość 7 latków. Było nas wtedy około 37 duszyczek, chętnych bardziej lub mniej do nauki. Należę do grupy bardziej chętnych. Znam większość liter i potrafię je odwzorowywać. Na chęciach i zapale upływa pierwszy okres mojej bytności w szkole. Szybko czytam ze zrozumieniem, po kilku miesiącach zachłannie połykam książeczki typu „Poczytaj mi mamo”.
W tym samym czasie zaczynają się pierwsze problemy. Kompletnie nie nadążam z pisaniem za klasą, dyktanda to czysta abstrakcja, nie potrafię przepisywać z tablicy.Robię to wszystko bardzo wolno z licznymi błędami. Z tego powodu średnio co 2-3 miesiące trafiam na badania psychologiczne, by wykluczyć upośledzenie umysłowe (o celu tych badań dowiedziałam się po wielu latach).
Z roku na rok robi się coraz gorzej. Im więcej czytam, tym gorzej piszę. Staję się w klasie niezłym powodem do żartów i kpin. Moje dyktanda są omawiane na forum klasy. Co rusz wybuchają salwy śmiechu po odczytaniu błędnego słowa, słyszę:" jak można to napisać tak, przecież to takie proste". Tylko że ja nie widzę w tym nic śmiesznego ani prostego.


Uciekam w świat książek, czytam wszystko jak popadnie.Ponieważ mam bujną wyobraźnię, tam mi jest dobrze. Nikt z nikogo się nie śmieje, nie drwi, nie dokucza. Ten świat pozwala mi mieć nadzieję, że może kiedyś będzie lepiej, a chociaż inaczej…
W świecie realistycznym jest coraz gorzej. Dostaję po głowie z każdej strony, a ja z całej siły się staram . Tylko, kurcze, dlaczego mi nie wychodzi ? Sama z własnej z woli nauczyłam się wszystkich zasad ortograficznych na pamięć, tyle że kompletnie nie umiem ich użyć. Głupia jestem czy co? Matka wpada na pomysł, bym przepisywała za każdy błąd 3 kartki słownika ortograficznego. Nienawidzę tego, spędzam nad nim wiele godzin, tylko po co skoro to i tak nic nie daje? Każde dyktando w domu kończy się karczemną awanturą. W szkole pani twierdzi, że się nie staram, że mi się nie chce. Natomiast ja staram się ze wszystkich sił, robię co mogę. Tak bardzo chcę, by ktoś mnie docenił. Piszę coraz wolniej, kompletnie nic mi nie wychodzi.
Coraz bardziej zapadam się w świat książek, w VII klasie zabrakło dla mnie tytułów w bibliotece. Większość przeczytałam po kilka razy. Tam jest mój świat, tam jest mi dobrze. Poznaję serię „Ani z Zielonego Wzgórza”. Ta lektura pozwala zapomnieć o wszystkim, co się dzieje wokół mnie. Daje nadzieję, że może kiedyś będzie lepiej. To jest ucieczka od realnego świata, w którym jest coraz gorzej. Codzienne przeglądanie zeszytów jest dla mnie horrorem. Staję na równi z moją siostrą upośledzoną umysłowo, która mimo wszystko pisze lepiej od de mnie. Najlepsza rozrywka mojej matki to komentowanie nad moim zeszytami, szczególnie gdy są w domu goście. Po komentarzach z reguły następuje bicie, czym się da i ile się da. Przez to nienawidzę w-fu, trzeba przecież się rozebrać, a tu te siniaki, to jest następny powód do śmiechu. Chociaż raz, jedyny byłam dumna z siebie. Nauczycielka pozwala mi skakać wzwyż po mojemu, czyli z lewej strony. Bingo! Skaczę najwyżej w klasie, pierwszy raz w życiu dostałam 5 . Krótka była ta moja radość,bo na polskim pani oddaje dyktando, kolejna katastrofa. Napisałam najgorzej w klasie. Znowu moja praca jest omawiana na forum klasy. Dzieci mają wskazać, jak się piszę prawidłowo i dlaczego. Stoję na środku klasy, z bardzo głupią miną, nic do mnie nie dociera, co jest kolejnym powodem do kpin. W takich chwilach marzę, duchem jestem bardzo, bardzo daleko. Wracam do domu, strasznie się boję. Do bicia można się przyzwyczaić, tylko te gadanie i krzyki, jakby mało tego było w szkole. Marzyłam, jak by to było, gdyby nie było mnie świecie, przynajmniej rodzice nie musieliby się mnie wstydzić. W domu oczywiście karczemna awantura. Jak tak można: stara krowa, do niczego się nie nadaje. Szczyt wszystkiego, jak można nie wiedzieć, jak się pisze "dziadek". Matka idzie po siekierę, ja uciekam pod stół. Ze strachu krzyczę i niczego więcej nie pamiętam, może to i lepiej. Za karę nie mogę czytać, żadnych książek w zasięgu mojej ręki. Codziennie do przepisania trzy kartki słownika ortograficznego i tabliczka mnożenia, która też nie może trafić do mojej głowy. Nienawidzę tego, ale nie potrafię się buntować. Za to kombinuje, chowam książki w różnych dziwnych miejscach. Czytam ukradkiem.
Składam papiery do Liceum Medycznego. Ileż to było śmiechu z tego: Ty do liceum, przecież jesteś matołkiem. To było najłagodniejsze określenie na mnie.
Oczywiście egzaminu z języka polskiego nie zdaję, co nie było wcale dziwne. Dzięki zdanemu egzaminowi z matematyki, mogę przystąpić do ustnej poprawki. Dla mnie to żaden problem, zdaję ją śpiewająco. Wprawiam komisję w osłupienie, najsłabiej piszę, ale za to najlepiej zdaję ustny. Wszyscy się zastanawiają o co chodzi, dlaczego nie potrafię napisać tego, co wiem. W klasie pierwszej mam powtórkę z podstawówki. Jestem znowu obiektem kpin i drwin, do tego strach przed wydaleniem ze szkoły. Z tego też powodu parę razy zdarza mi się zasłabnąć na języku polskim. Polonistka ma niezłe używanie, ale mimo wszystko przepuszcza mnie do następnej klasy(do dzisiaj nie wiem, dlaczego i pewnie się nie dowiem). Pod koniec II klasy zmienia się polonista, nareszcie mam względny spokój. Jeden, jedyny raz wypowiada się na temat mojego pisma, nie dopuszcza mnie do matury. Zostałam zmuszona, by do niej nie przystąpić, jeśli jednak przystąpię, to nie zdam egzaminu dyplomowego. On jest dla mnie najważniejszy. Z przedmiotów zawodowych jestem najlepsza, zadaję pytania, szukam sama odpowiedzi, dużo dyskutuję.
W domu nie przyznaję się do tej sytuacji, boję się coraz bardziej. Rano w dniu matury, wstając z łóżka, łamię nogę. Do dzisiaj nie wiem, jak mi się ta sztuka udała. Egzamin dyplomowy zdaję najlepiej na roku, tam na szczęście nie muszę pisać, popisuję się swoją wiedzą i umiejętnościami.
W dniu rozdania dyplomów poprzysięgłam sobie: „Nigdy więcej nikt w moim otoczeniu, nie przeżyje tego co ja”, tą zasadą kieruje się całe moje życie.

Link do dyskusji o tym artykule na forum