Artykuły i felietony

Obiad


Tomaszek


Obiad

Pozwoliłem sobie w weekend zjeść z rodziną obiad u mojej matki.

Obiad, jak to zwykle, przebiegał w atmosferze omawiania moich przywar. Ponieważ temat jest nieskończony i znakomitej większości mojej rodziny odpowiada więc omawiane były kolejne moje niedoskonałości ku radości i uciesze wszystkich.
Jednym z tematów był stan mego zdrowia. Wszyscy zgodnie uznali, że jak będę tak przejmował się wszystkim co związane z dzieckiem, latał do szkoły, analizował każdy jego krok i zachowanie, to nie pociągnę długo, emerytury nie doczekam i ZUS przyzna mi pośmiertnie medal dla idealnego płatnika.

Czytaj więcej: Obiad

Wakacje


Anchen


Wakacje

Moje ulubione wakacje zawsze spędzałam u rodziny w niewielkim mieście na Dolnym Śląsku, w paskudnym, szarym blokowisku, gdzie nocami ze śmietników i rur wypełzały stada karaluchów. Odkąd mogłam sama decydować, dokąd jadę, tłukłam się tam nocnym pociągiem przez pół Polski. O poranku dworzec wypluwał mnie we Wrocławiu, zaspana, wymięta biegłam do autobusu i jechałam dalej. Później, kiedy byłam jeszcze starsza i studiowałam za granicą, tłukłam się jeszcze dłużej z ogromniastym błękitnym plecakiem, chociaż muszę uczciwie przyznać, że już nie do karaluchów, bo moi gospodarze przeprowadzili się do szeregowego domku i brązowe plugastwo znikło. Przez parę tygodni siedziałam u nich w poczuciu niesamowitej, całkowitej swobody, co w moim wydaniu oznacza, że od rana do nocy czytałam książki i nikt mnie nie wyganiał na dwór, żebym pojeździła na rowerze, poznała kogoś czy poszła na dyskotekę. Nie robiłam zupełnie nic, bo rodzina uważała, że muszę odpocząć (staram się kultywować tę tradycję, kiedy goszczę małoletnie córki kuzynek), bo wyglądam na wynędzniałą (dysponuję tym typem anemicznego braku urody, który nieodmiennie przywodzi ludziom na myśl Chopina konającego na suchoty). Ciocia z troską podtykała mi pod nos romansidła, utrzymując, że jestem przeintelektualizowana i mojemu życiu brakuje emocji, a ja z rodzinnej lojalności je czytałam i znosiłam gderanie babci, która uważała, że marnuję czas. Dziadkowie opowiadali o dawnych czasach i historii rodziny, a kuzyn dłubał w swoim pokoju, pełnym rozkładów kolejowych, bo on, biedactwo, zna każdą śrubkę dowolnego parowozu.

Czytaj więcej: Wakacje

Wrzesień i zasady


Dosia


Wrzesień i zasady

Wakacje minęły, a za nami już pierwsze tygodnie nauki.

Ci rodzice dzieci "z charakterem", którzy zaczęli rok szkolny od opracowania nowych zasad zapewne mają znacznie mniej kłopotów, niż ci, którzy jeszcze tego nie zrobili.


Niewątpliwie teraz jest bardzo dobry czas na to, aby przemyśleć istniejące w domu zasady i dostosować je do nowych obowiązków. Zeszłoroczna lista może nam w tym zadaniu pomóc jako wskazówka, ale sprawę koniecznie trzeba przemyśleć na świeżo, bo raczej nie zdarza się, żeby po roku trzeba było pracować dokładnie nad tymi samymi zasadami, a jeśli tak jest - to na pewno warto przemyśleć zmianę konsekwencji.
Istnienie listy zasad, wywieszonej w widocznym miejscu i uzupełnionej o konsekwencje, jest ważne z kilku powodów:

Czytaj więcej: Wrzesień i zasady

Dorośli z zespołem Aspergera


Beata


Dorośli z zespołem Aspergera

Dlaczego on jest taki dziwny?

W codziennym życiu spotykamy bardzo różnych ludzi. Jednych natychmiast obdarzamy sympatią, u innych zauważamy, że nadają na kompletnie innych falach. Jedni są bardzo towarzyscy, otwarci na świat i ludzi, a inni stoją z boku i często nawet nie starają się włączyć do rozmowy.

Drażnią nas czasem ich niezrozumiałe reakcje, dziwactwa lub monotematyczność. Ich wypowiedzi często wydają się być nieadekwatne do sytuacji i hierarchii społecznej, mogą na przykład odnosić się tak samo do kolegi i przełożonego. Bardzo rzadko jednak zastanawiamy dlaczego ten człowiek zachowuje się właśnie tak, a nie inaczej. Zwykle bardzo szybko określamy ludzi różniących się od nas jako dziwaków lub odludków. Tworzymy stereotypy, które wprawdzie czasem pomagają, bo porządkują nam świat, jednak bardzo często zwyczajnie krzywdzą.

Czytaj więcej: Dorośli z zespołem Aspergera