Oczekiwania vs. możliwości


anka-niko

Oczekiwania vs. możliwości


 

- Maciek, lat 3: czyta gazety, liczy do 100, zna wszystkie marki samochodów;
- Pamela, lat 4: śpiewa arie operowe;
- Jaś, lat 5: jeździ na rolkach, na rowerze dwukołowym, żongluje 6 piłeczkami;
- Tymek, lat 6: zna nazwiska i osiągnięcia wszystkich piłkarzy z czołowych drużyn…
- Sylwek, lat 8: właśnie nauczył się wiązać sznurowała;
- Anielka, lat 9: po raz pierwszy pokolorowała obrazek do końca;
- Mateusz, lat 10: poprawnie dodaje na palcach do 10;
- Sebastian, lat 12: jeździ na rowerze bez dodatkowych kółek;
- Dominika, lat 16: przeczytała do końca pierwszą książkę.


Czyje osiągnięcia są większe? Kto włożył więcej pracy?

Może to wydać się komuś dziwne i niemożliwe, ale wszystkie te dzieci mają IQ powyżej przeciętnej.

Często spotykamy rodziców, którzy przechwalają się między sobą zdolnościami swoich pociech. Niektórzy opisują faktyczne osiągnięcia, inni mocno koloryzują. Są tacy, którzy w podobnych sytuacjach spuszczają oczy, zaciskają zęby. Bo czym się pochwalić? Ocenami, których średnia ledwie przekracza 2? Wypracowaniem, które ledwie zajmuje pół strony? Dzienniczkiem naszpikowanym uwagami za złe zachowanie? Czy kolejną wizytą na komisariacie? A może fobią szkolną?

Jak poradzić sobie z rozczarowaniem? Jak przetrwać upokorzenie? Co zrobić, aby nasz potomek przynajmniej nie wyróżniał się wśród rówieśników? Dlaczego mnie to spotkało? Gdzie uciec przed tymi spojrzeniami, kpinami? Tysiące takich i podobnych pytań tłucze się w głowie.

Rodzicom trudno czasami pogodzić się z faktem, że ich pociecha znacznie odbiega od wyidealizowanego obrazu, który sobie stworzyli. Nie mogą uwierzyć, że naprawdę nie radzi sobie ona z prostymi czynnościami, że sznurówki plączą się jak żyłka wędkarska, a tabliczka mnożenia stanowi wyzwanie nie do przejścia. Trudno im przyznać się, nawet przed sobą, że tak wymarzone dziecko ma jakąś dysfunkcję, że nie potrafi wyraźnie pisać, czytać, za to „wyraża się”, przeszkadza na lekcjach, ciągle biega i skacze po meblach, zaś pobyty na ostrym dyżurze stają się rutyną. Wstyd z nim wyjść na plac zabaw, a znajomi zapowiedzieli, że nie chcą go widzieć u siebie w domu.

Co robić? KOCHAĆ, ale kochać mądrze.

Na początek trzeba, zdiagnozować dziecko, poznać przyczynę jego trudności. Specjaliści wskażą sposoby postępowania, dadzą wskazówki dla przedszkola/szkoły, być może zalecą konkretne terapie (na przykład: Integracji Sensorycznej, metodę Tomatisa, metodę ruchu rozwijającego Weroniki Sherborne, grupowe zajęcia terapeutyczne metodami behawioralnymi czy farmakoterapię), które umożliwią pracę nad trudnymi zachowaniami, wyciszą dziecku natłok myśli, uporządkują atakujące zewsząd bodźce. Rodzicom bardzo mogą pomóc warsztaty – i te podstawowe tzw. „szkoły dla rodziców” i te bardziej specjalistyczne, dla rodziców dzieci z określonymi problemami. Ważne są też grupy wsparcia, gdzie my, rodzice, możemy znaleźć pomoc w rozwiązywaniu bieżących problemów.

I rzecz podstawowa – zmiana sposobu myślenia. Nasze dziecko przyszło na świat z pewnymi cechami dziedzicznymi, z pewnym pakietem zdolności, ale równie wiele zależy od otoczenia i sposobu wychowania. Dziecko nie jest naszą kopią czy naszym wymysłem. Jest sobą. Ma swoje myśli, przyzwyczajenia, ma ulubione smaki, zapachy, kolory, przedmioty, osoby, zabawy. Oczywiście, możemy proponować zmiany, zachęcać do nowości, tłumaczyć sprzeczności czy wskazywać pomyłki czy niewłaściwości. Ale nigdy nie będziemy nim i musimy przyzwolić mu czasami na pójście może ryzykowną, ale przez niego wybraną drogą, aby nauczył się ponoszenia konsekwencji za swoje czyny.

Musimy popatrzeć na dziecko nie przez pryzmat naszych doświadczeń, marzeń, oczekiwań, ale przez jego możliwości, zdolności i ograniczeń. Czy poprosimy przeciętnego trzylatka o samodzielne zaplanowanie i zrobienie tygodniowych zakupów? Czy poprosimy daltonistę o precyzyjne dobranie odcieni? Czy dysgrafik, mimo jego najszczerszych chęci, może pięknym, wyraźnym odręcznym pismem wypisać dyplomy? Realna ocena możliwości dziecka pozwoli odpowiednio ustawić poziom, od którego droga będzie pewnie mocno wyboista, ale sukcesywnie będzie prowadziła ku nowym osiągnięciom.

Każde dziecko rozwija się w swoim tempie. Przyspieszanie często przynosi więcej złego niż dobrego. Na przykład, cieszymy się z pierwszego kroku dziecka, chwalimy się wszystkim dokoła, ale stawianie dziecka, kiedy ono samo nie jest do tego gotowe, może spowodować np. problemy z kręgosłupem.

Są dzieci „odważne”, przebojowe, ale też są wycofane, lękliwe, niepewne. Wpychanie na kolana do Mikołaja z obowiązkowym wierszykiem, czy na „całuskowe przywitanki” i zachwyty kolejnej cioci, może spowodować olbrzymie lęki, a nawet doprowadzić do powstania fobii czy tików. Dziecko, nawet odważne, może się bać obcych lub specyficznych osób. I należy to uszanować. Nieważne, że „nie wypada”, że „ciocia się obrazi” – dziecko nie jest gotowe na takie sytuacje i należy dać mu czas. Dziecko nie jest cyrkową małpką, której popisami i wyglądem możemy się chwalić. To żywy człowiek, tyle że sporo od nas młodszy.

Dziecko uczy się szybko, jest bardzo spostrzegawcze. Musimy więc bardzo uważać na to co robimy, mówimy. Jeśli nie myjemy rąk przed posiłkiem, to dziecko też nie będzie ich myło. Jeśli mówimy źle o innych, to nie możemy liczyć, że dziecko będzie o nich mówiło dobrze. Dziecko uczy się przez przykład jaki mu dajemy – nawet gdy wydaje nam się, że nie widzi co robimy, czy że – np. zajęte oglądaniem tv – nie słyszy naszych rozmów. Jeśli myślimy, że „wszystko jest źle, wszyscy są głupi, nic się nie uda”, to dlaczego nasze dziecko miałoby myśleć inaczej? Jeśli dziecko stale słyszy, że wszystko źle robi, że jest „niegrzeczne”, że nic nie umie, to uwierzy w to i przestanie się nawet starać, by zmienić swoje zachowania. Jeśli zwracamy uwagę na dziecko tylko wtedy, kiedy narozrabia, to ono – aby otrzymywać naszą uwagę – będzie rozrabiać coraz więcej.

Trzeba przerwać to zaklęte, samonakręcające się „koło zagłady”.

Co więc robić?

Poznaj pozytywy swojego dziecka.

Na początek możemy np. odrysować jego rączkę i na każdym „palcu” wypisać pozytywną cechę, za co lubimy swoje dziecko. Postarajmy się uzupełniać tę listę w miarę systematycznie.

Chwal.
Musimy wyrzucić ze swojego słownika „Ty zawsze” i „Ty nigdy”, zapomnieć, że „trzeba moralizować” i po pochwale musimy postawić kropkę (na przykład: „Umyłeś naczynia[KROPKA]”[dobrze] zamiast „No tak, umyłeś naczynia, ale zobacz jakie są niedomyte kubki”[źle]).

Nie należy czekać z pochwałą na „zdobycie Nobla”. Dla nadaktywnego dziecka posiedzenie spokojne 5 minut – to wyczyn. Dla dysgrafika napisanie równo w liniach kilku liter – to wielka sztuka opanowania i ciężka praca. Dla dziecka z zaburzeniami SI jazda na rowerze – to wielki wyczyn.

Zauważmy drobny impuls dobra, powiedzmy dziecku, że widzimy to: „Cicho odstawiłeś krzesło”, „Wytarłaś usta serwetką”, „Umyłeś zęby”, „Widzę, że mnie słuchasz”, „Siedziałeś spokojnie 5 minut”, „Zaczekałaś na swoją kolej”, „Pozwoliłaś Madzi pobawić się swoją zabawką” . Początkowo wyda nam się to śmieszne, może nawet głupie. Dziecko też zareaguje zdziwieniem. Ale taka systematyczna praca z małymi pozytywnymi informacjami pozwoli dziecku uwierzyć w to, że „umie być grzeczne”, że coś potrafi, a po pewnym czasie takich działań zrozumie, że „opłaca się” robić dobre rzeczy, bo zyskuje za nie uwagę i zadowolenie rodzica. Cieszmy się drobnymi pozytywnymi zmianami w zachowaniu. Po pewnym czasie zmiany będą coraz bardziej widoczne, zachowanie ulegnie poprawie. Dziecko będzie miało lepszą samoocenę. Koło zacznie toczyć się w dobrą stronę.

Zauważajmy także każdą pozytywną ocenę przyniesioną ze szkoły. Pamiętajmy: dwójka jest oceną zaliczającą, więc też jest pozytywna. Tak więc, nawet jeśli jest to dwójka, ale zdobyta ciężką samodzielną pracą (np. nauczenie się na pamięć i poprawne wskazanie 15 krajów Afryki, samodzielnie wykonana makieta parku narodowego, napisanie dyktanda z 6 błędami, poprawne rozwiązanie dwóch z pięciu zadanych zadań) – należy się zauważenie i pochwalenie.

Podczas rozmowy z wychowawcą czy innym opiekunem starajmy się wyciągnąć informację o pozytywnych zachowaniach, o pozytywach. Nie dajmy sobie wmówić, że o naszym dziecku „nie można nic dobrego powiedzieć”. Takie stwierdzenie dyskwalifikuje pedagoga.

Zaakceptuj indywidualizm.

Każdy człowiek rozwija się swoim tempem, ma swoje możliwości i predyspozycje, marzenia. Każdy może dochodzić do rozwiązania inną drogą. To, co jednym sprawia olbrzymią trudność, dla innych będzie łatwizną. Porównywanie i „wyścig szczurów” nie przynoszą korzyści. Trudno porównywać genialnego wynalazcę z fenomenalnym sportowcem. Jak porównać wybitnego pisarza z geniuszem ekonomicznym czy precyzyjnym chirurgiem? Jaką miarkę należałoby przyłożyć? Jakie kryteria? Dlatego ważne jest, żeby dziecko się rozwijało, żeby chciało zmieniać swoje zachowania na lepsze i pracowało nad tym. Dowartościowywane za własne dokonania, za pokonywanie własnych trudności – będzie szczęśliwsze i chętniej będzie nad sobą pracowało.

Nie narzucaj swojej wizji przyszłości.

W życiu społeczeństwa potrzebni są ludzie z różnorodnymi predyspozycjami, wykonujący różne zawody. Dziecko, które dobrze czyta i liczy, niekoniecznie będzie świetnym gimnastykiem. Dziewczynka nie musi być baletnicą czy psychologiem. Chłopiec nie musi być lekarzem czy prawnikiem. Pokazujmy dziecku różne możliwości, pomóżmy w sprecyzowaniu mocnych stron, wspierajmy w rozwijaniu zdolności. Nie ma zawodów gorszych. Są tylko ludzie, którzy wykonują je dobrze albo źle. Każdy zawód jest potrzebny – lekarz, sprzątaczka, grafik komputerowy, prawnik, piosenkarz, księgowa, brukarz, tapicer... Każdy może przynieść zadowolenie i radość, ale tylko wtedy, kiedy jest wybrany świadomie i zgodnie z predyspozycjami. Przykładem niech będzie człowiek, który wiele lat temu został zmuszony do studiowania na politechnice, a on marzył o ASP. Rodzice wymyślili sobie syna inżyniera i tylko taki wariant jego przyszłości brali pod uwagę. Chłopak miał talent, rysował świetne abstrakcyjne rysunki, ale nie miał na tyle silnej woli, żeby dopiąć swego. Skończył studia, ma papiery inżyniera, ale jest wrakiem człowieka. W żadnej pracy nie utrzymuje się dłużej niż kilka miesięcy, najczęściej jest bezrobotny. Czy tego chcemy dla swojej pociechy? Czy chcemy raczej wychować dobrego, wartościowego, szczęśliwego człowieka?

Wspieraj, nie wyręczaj.

Dzieci uczą się różnych zachowań i umiejętności w swoim tempie. Oczywiście należy je zachęcać do próbowania i zdobywania nowych umiejętności, ale takie eksperymentowanie i próbowanie powinno odbywać się w miłej atmosferze, nie w pośpiechu. Także początkowe wykorzystanie zdobytych umiejętności wymaga dodatkowego czasu i spokoju. Na przykład, wymaganie od 5-letniego dziecka wykorzystania nowej umiejętności – zasznurowania butów – w atmosferze pośpiechu („bo się spóźnimy na spotkanie”), w większości przypadków skończy się niepowodzeniem. Ale jeśli damy dziecku spokojnie wykonać nową czynność, to z pewnością mu się ona powiedzie i będzie z siebie bardzo dumne.

Wyręczanie niesie za sobą pewne ryzyko. Kiedy dziecko jest małe, często wyręczamy je, bo przecież zrobimy lepiej, szybciej, bo nie zepsujemy… Zamiast wykorzystać naturalną potrzebę dziecka do uczenia się, eksperymentowania, pomagania – zabijamy to. Nie dziwmy się, jeśli za kilka lat tak wychowywany nastolatek powie, że czegoś nie umie czy nie chce zrobić – przecież kiedy on chciał się nauczyć, my nie daliśmy mu takich możliwości.

Poczekaj/Daj czas.

Czasami wydaje się nam, że dziecko czyta w naszych myślach. Nie pomyślimy, że może mieć swoje sprawy, albo że na daną czynność potrzebuje więcej czasu. Często dziwimy się, że dziecko czegoś nie zrobiło, czy wręcz denerwujemy się, że nie pomyślało, iż coś trzeba zrobić. Albo wręcz żądamy natychmiastowego wykonania polecenia. A dziecko, zajęte swoimi sprawami (dla niego są one bardzo ważne, wręcz priorytetowe), nie myśli o wytarciu rozlanego soku czy wstawieniu butów do szafki. Bywa też zmęczone, zdenerwowane. Dajmy mu czas, poczekajmy chwilę. Przypomnijmy, uprzedźmy („Marku, za 15 minut wychodzimy, kończ zabawę”, „Nina, zostało 10 minut do bajki – umyj zęby”…). Działania pod presją czasu są nieefektywne, rodzą zupełnie niepotrzebny dodatkowy stres.

My, rodzice, mamy wielkie szczęście. Mamy niezwykłe, niepowtarzalne dziecko. Nie ma drugiego takiego samego na całym świecie. Dostaliśmy wielką szansę, by wychować wartościowego, dobrego człowieka. Musimy tylko pamiętać, że dziecko jest odrębną osobą a nie naszą „kontynuacją/kopią”. Nie jest też spełniaczem naszych marzeń czy ambicji. Jest sobą. I jako właśnie takie jakie jest powinno być mądrze kochane. Mimo wszystko. Za to, że po prostu jest. A zdanie innych? No cóż, to ich zdanie, więc ich problem.

 

Link do dyskusji o tym artykule na forum