Artykuły i felietony

Trening Umiejętności Społecznych (TUS)

Umiejętności społeczne pozwalają poruszać się nam w społeczeństwie. Im więcej mamy tych umiejętności tym łatwiej nam nawiązywać znajomości i przyjaźnie. Brak tych umiejętności powoduje, że wysyłamy do otoczenia fałszywe lub wzajemnie sprzeczne sygnały. Na przykład, nasz rozmówca może sądzić, że jesteśmy zirytowani kiedy w rzeczywistości jesteśmy bardzo zainteresowani rozmową i przyjaźnie nastawieni do rozmówcy. Takich mylnych sygnałów możemy wysyłać dużo i często powodując czasem całkiem niezabawne nieporozumienia.

Poziom umiejętności społecznych bardzo często decyduje o możliwości znalezienia partnera, znalezienia pracy, rozwoju kariery naukowej. Człowiek jest istotą społeczną, więc sposób w jaki wymieniamy informacje z otoczeniem decyduje o naszym  życiu. Uczymy się tych zachowań intensywnie przez cały okres dojrzewania, a nieco mniej intensywnie przez całe dalsze życie. Nieustannie wzbogacamy  nasze zachowania.

Uczymy się dzięki umiejętności obserwowania otoczenia poprzez modelowanie zachowań. 

Istnieje duża grupa zaburzeń, na przykład Zespół Aspergera, ADHD w których ten mechanizm jest niesprawny. Osoby z tymi dysfunkcjami nie umieją się w sposób naturalny uczyć poprzez naturalne modelowanie, obserwowanie otoczenia. Dla nich potrzebny jest Trening Umiejętności Społecznych (TUS), czyli specjalna terapia, pozwalająca posiąść niedostępne wcześniej umiejętności.

Dziecko największy skarb

 


Irena

Dziecko największy skarb


 

Bardzo dawno temu usłyszałam mądre sława: „ Dzieci są nam pożyczone, a nie dane”. Na początku, przyznam szczerze, nie rozumiałam znaczenia tych słów... No jak to? Przecież to nasz skarb wyśniony i upragniony, będzie z nami na zawsze, przecież nawet, jak dorośnie, to...
Kim będzie? Jakim będzie człowiekiem i czy my pozwolimy uczyć się na własnych błędach i upadkach? Ale jak to? Nie podnieść naszego kochanego skarbu? Nabroił - jak nie usprawiedliwiać? To nasze dziecko, jakim prawem ma stać mu się krzywda! A my co, mamy bezczynnie na to patrzeć? No, normalnie wredni i patologiczni rodzice!

Nie chcę tu się wymądrzać, absolutnie nie mam patentu na dobre i mądre wychowanie i chyba takiego nawet nie ma nikt. Mam natomiast bardzo jaskrawe przykłady, jak nie robić, by samemu sobie krzywdy nie zrobić. Tak, wychowując dziecko, możemy również siebie skrzywdzić.

Czytaj więcej: Dziecko największy skarb

Nie idę spać!


Dosia


Nie idę spać!

"Nie idę jeszcze spać!" "Nie ma mowy, dzisiaj nie wstaję!"

Nie wiem, jak jest u Was, ale u mnie to jest mój coroczny koszmar jesienno-zimowy. O tych porach roku wciąż walczyłam z dziećmi - o to, aby wstały do szkoły na czas. Podstawą jest oczywiście wyregulowanie snu.

Dzieci tego nauczyłam szybko. Bułka z masłem, naprawdę. Poznałam zasady, pilnowałam rygorystycznie i gotowe. Raz w roku (po wakacjach) musiałam tę procedurę przechodzić na nowo, ale jakoś dałam radę.
Ze mną idzie mi znacznie gorzej, mówiąc szczerze wciąż walczę... Uwielbiam nocne siedzenie przy kompie, nienawidzę zepsutych przez to poranków. Ale i tak brnę dalej. Tak, jak dzisiaj, pisząc ten tekst o trzeciej nad ranem!

Czytaj więcej: Nie idę spać!

Szkolne kamyki czyli Pierwszy rok w szkole – nowe życie


anka-niko

Szkolne kamyki
czyli
Pierwszy rok w szkole – nowe życie


Pierwszy września – magiczna data dla tysięcy pierwszoklasistów. Tę chwilę bardzo przeżywają rodzice - dorośli, a co dzieje się z dziećmi? Ileż marzeń, pragnień, ileż ciekawości, strachu, wątpliwości! W młodych główkach powstaje zamęt. Ciekawość nowego miesza się z lękiem i niepewnością. Nie wiadomo co silniejsze: strach czy ciekawość. Dzieci chcą być dorosłe, “duże”, a jednocześnie boją się, że skończy się zabawa, zacznie tajemnicza “nauka”. Rodzice także chcą i nie chcą tej dorosłości swych pociech. Z jednej strony wiedzą jak ważna jest wiedza i jak dużo ich pociechy muszą się nauczyć, aby bez większych problemów funkcjonować w dzisiejszym świecie, z drugiej – szkoda im mijającego bezpowrotnie czasu beztroskiego dzieciństwa, naiwności dziecięcej i “przytulaków”. Przecież poważnego ucznia nie wypada przytulać i całować przy kolegach! Nie wypada mówić pieszczotliwie “Misiu”, czy “Maleństwo”. Ten mały człowieczek zaczyna wyrastać na poważnego ucznia, jeszcze chwila i... stanie się wyszczekanym nastolatkiem...
Każde dziecko jest inne. Inaczej się zachowuje, inaczej reaguje na obcych, na stres, inaczej podchodzi do obowiązków. Są dzieci odważne, które nie boją się niczego i nikogo, albo tylko nielicznych osób. Są dzieci, które są wycofane, chowają się przed wszystkim, unikają nawet wzroku obcych. Są dzieci obowiązkowe i dzieci roztrzepane. Są dzieci bardzo sprawne ruchowo i intelektualnie, są też dzieci obarczone wieloma chorobami i ułomnościami zarówno fizycznymi jak i psychicznymi. Ale wszystkie muszą być kochane i wszystkie muszą być traktowane poważnie. Każde z dzieci podlega obowiązkowi szkolnemu. Każde trzeba przygotować do samodzielnego życia w społeczeństwie.

Czytaj więcej: Szkolne kamyki czyli Pierwszy rok w szkole – nowe życie

Zaakceptuj indywidualizm


anka-niko

Zaakceptuj indywidualizm


Myślisz o przyszłości swojego dziecka – co widzisz? Jak ją sobie wyobrażasz? Czy masz dla niego wymarzony zawód? Czy masz wymarzonego dla niego partnera, zaplanowany dom, dzieci, samochód? Ale... Czy masz pewność, że to jest faktycznie dla niego dobre? Czy to da mu szczęście?


A jak teraz widzisz swoje dziecko? Podoba Ci się jego styl? Akceptujesz jego zainteresowania, sposób jedzenia, chodzenia? Akceptujesz ubiór, makijaż? Chcesz coś w nim zmienić? Czy te zmiany są naprawdę potrzebne?
Czy Twoje dziecko spełnia Twoje oczekiwania? Poddaje się Twoim sugestiom, czy walczy z nimi? Myślisz, że jest coś złego w tym, że jest indywidualistą? Gdyby tak popatrzeć szerzej, to każdy jest indywidualistą. Nie ma dwóch identycznych osób. Każdy ma swój wygląd, swój zestaw uzdolnień, swój charakter, swoje preferencje, swój sposób myślenia, jedzenia, chodzenia, pisania, mówienia... Nie da się „ustawić ramki” do której wszyscy by pasowali. I to jest cudowne. Nie wyobrażam sobie życia w świecie „taśmowych klonów/robotów”. A Ty?

Co się stanie, jeśli dziecko nie spełni Twoich oczekiwań? Może – wzorem niektórych innych rodziców – zafundujesz mu operacje plastyczne? Co się stanie, jeśli wybierze inną niż mu wymyśliłaś, swoją drogę życia? Może zechce być malarzem, piekarzem czy rybakiem a nie inżynierem, prawnikiem czy lekarzem? Może nauka będzie przychodzić mu z trudem i zakończy edukacyjną drogę na gimnazjum? Co wtedy? Czy zaakceptujesz to „inne”? Będziesz wspierać w jego decyzjach, czy będziesz forsować wymyśloną przez siebie „jego” drogę?

Czytaj więcej: Zaakceptuj indywidualizm

Święty Bernardino i osły

Avatar użytkownika
Anchen


Święty Bernardino i osły.

Pewnego dnia pewien stary i mądry zakonnik wybrał się na przejażdżkę w towarzystwie młodego braciszka oraz osła. Kiedy natrafili na błoto, starszy mnich wsiadł na osła, a młodszy podążył za nimi poprzez muliste rozlewisko.
- Patrzcie, jaki okrutny wobec tego braciszka – odezwał się z przyganą jakiś z gapiów – któremu każe iść pieszo przez błoto, a sam sobie jedzie!
Święty mąż zsiadł więc z osła i posadził na nim młodego zakonnika. A wtedy oburzył się ktoś inny:
- Popatrzcie, co za dziwny człowiek, że mając zwierzę i będąc starym, idzie pieszo, a pozwala jechać na ośle temu młodzieniaszkowi, który by nie poczuł ani zmęczenia, ani błota. Wierzcie mi, że szalony to człowiek, a poza tym mogliby obaj jechać na ośle, jakby tego chcieli, i tak by było najlepiej.
Wsiedli więc obaj na osła i natychmiast trzeci człowiek powiedział:
- Popatrzcie na tych ludzi, co mają osła i obaj wsiedli na niego! Wierzcie mi, że nie zależy im zbytnio na nim, bo nie dziwowałbym się, gdyby zdechł od ciężaru.
Obaj zatem zsiedli z osła i brnęli dzielnie przez trzęsawisko, a wtedy zaczął drwić z nich czwarty z gapiów:
- Popatrzcie na tych szaleńców, co mając osła, idą unurzani w takim błocie!

Hm...

Dawno, dawno temu obiecałam Dosi, że napiszę felieton o przejmowaniu się opiniami innych. Szło mi niesporo – mam posępne poczucie, że święty Bernard ze Sieny napisał w tej sprawie wszystko, co było do napisania. Ale każde z nas doświadczyło spojrzeń nieznajomych w supermarkecie, kiedy nasza ukochana pociecha postanowiła zrobić grandę i rzucić się na ziemię pomiędzy świeżymi kabaczkami a sałatą rzymską oraz ironicznych komentarzy sąsiadów na klatce schodowej po kolejnej nocnej potyczce, kiedy my celebrowaliśmy naszą rodzicielską stanowczość i konsekwencję, a dziecię z rozkoszą demonstrowało siłę płuc oraz ramienia. Biadolenie pod hasłem „Co ludzie powiedzą?” powraca co jakiś czas na forum. Jest to dla mnie problem na tyle abstrakcyjny, że postanowiłam zastanowić się, dlaczego opinie nieznajomych zupełnie mnie nie obchodzą.

Czytaj więcej: Święty Bernardino i osły

Wspieraj, nie wyręczaj. Część III. Dorosłość tuż za progiem


anka-niko

Wspieraj, nie wyręczaj


Część III. Dorosłość tuż za progiem


„Spadaj!”, „Ale się czepiasz!”, „Odwal się, podoba mi się ten syf”, „Będę jak wrócę”, „Nie rób ze mnie muła”... Czy to nasz słodki bobasek sprzed kilkunastu lat? Aż tak bardzo się zmienił? Czy nasza kochana pociecha zmieniła się mroczną postać, której nie rozumiemy, z którą nie potrafimy się porozumieć?
Czy tak musi być? Czy faktycznie przeszkadzamy naszemu prawie dorosłemu dziecku? Czy już nas nie potrzebuje? Nigdy nie przytuli? Czy da sobie radę w życiu? Jaka przyszłość je czeka? Setki pytań kołacze nam w głowie. Dopada nas niepewność a także brak wiary w słuszność działań i umiejętności wychowawcze.
Oczywiście są młodzi ludzie, którzy świetnie się uczą, są kulturalni, odpowiedzialni. Co robić, aby i nasza pociecha do nich się zaliczała?

Czytaj więcej: Wspieraj, nie wyręczaj. Część III. Dorosłość tuż za progiem

Mój niewolnik.


Dosia


Mój niewolnik.

Czy ktoś z Was spotkał w życiu Złotą Rybkę lub Dżina z Lampy Alladyna? Ja przekonałam się, że nie są to tylko bajki.

Być może znacie też zabawną historię o otwartym sercu? Jest ona prawdziwa. Pewien człowiek był samolubny i niewierzący ale wreszcie nawrócił się, uwierzył w Boga. Jego gorącym pragnieniem odtąd było, aby otworzył się na potrzeby innych ludzi. Tak więc od tej pory codziennie żarliwie modlił się "Panie Boże, otwórz moje serce!". Po pół roku jego modlitwa została wysłuchana. Z powodu choroby serca wylądował na stole operacyjnym, gdzie otworzono mu serce. Od tej pory już bardzo ostrożnie formułował swoje modlitwy.

Wkrótce wyjaśnię, co ma wspólnego Złota Rybka, Dżin i historia z otwartym sercem, ale najpierw zdradzę Wam, co takiego mnie wiąże z Dżinem i Złotą Rybką.

Czytaj więcej: Mój niewolnik.

Proszę coś z tym zrobić!


Dosia


Proszę coś z tym zrobić!

Gdybym miała znaleźć zdanie, które najczęściej słyszałam od nauczycieli, byłoby to właśnie: "Proszę wreszcie coś z tym zrobić!". Zdanie to zwykle następowało po opisie nieakceptowanego przez nauczyciela zachowania mojego dziecka. Myślę, że wielu rodziców, których pociechy nie są wzorem opanowania, spokoju i podporządkowania, ma podobne doświadczenia do moich. A mało jest zdań bardziej wkurzających nas, rodziców, niż powyższe, bo często doszukujemy się w nim zarzutu, że nie pracujemy z dzieckiem wystarczająco dużo.

Co możemy zrobić, gdy coś podobnego znów usłyszymy od nauczyciela?

Czytaj więcej: Proszę coś z tym zrobić!

Twoje dziecko jest idealne? Zbieraj na psychiatrę


Dosia


Twoje dziecko jest idealne? Zbieraj na psychiatrę.

Zostałam poproszona o napisanie artykułu na temat małego manipulanta i okazało się, że nie rozumiem, w czym problem?

Dla mnie najbardziej naturalną rzeczą pod słońcem jest to, że dzieci wykorzystują każdą lukę w "prawie", testują i wciąż kombinują, żeby im było jak najłatwiej, najprzyjemniej i najwygodniej i potem patrzą, co z tego wyniknie. Jeśli coś dla nich jest korzystne - powtarzają to częściej, a jeśli niekorzystne - rzadziej.

Czytaj więcej: Twoje dziecko jest idealne? Zbieraj na psychiatrę

Półeczka

Avatar użytkownika
Anchen


Półeczka.

Mamy przyjaciół. Małżeństwo. Ich praca jest nie tylko sposobem zarobkowania, ale również pasją, która organizuje im większość wolnego czasu. On – w swojej dziedzinie wybitny specjalista, dusza towarzystwa o błyskotliwej inteligencji. Ona – urocza, troskliwa, działa społecznie, pomogła mnóstwu ludzi. Dużo podróżują, mają przyjaciół na całym świecie. Uwielbiam się u nich zatrzymywać, bo to taki dom, w którym zawsze można liczyć na ciekawe opowieści, nowe książki i filmy, gdzie pamiętają, jaki rodzaj herbaty gość najbardziej lubi i nawet jeśli wyjeżdża pociągiem o 5 nad ranem, dostanie na śniadanie gorące croissanty.

A ich syn ma oddzielną półkę w lodówce.

Czytaj więcej: Półeczka

Wspieraj, nie wyręczaj. Część II. Skok w samodzielność


anka-niko

Wspieraj, nie wyręczaj


Część II. Skok w samodzielność


Nieuniknienie kończy się słodkie dzieciństwo. Młody człowiek, pełen ciekawości, niepewności i lęku, przekracza próg szkoły. A my, rodzice? Jak sobie z tą zmianą radzimy? Czy wraz z tą zmianą zmieniamy także obowiązki dziecka? Czy inaczej traktujemy nasze pociechy? Czy przypadkiem nie jest tak, że za wszelką cenę chcemy zachować stan „słodkiego maleństwa”? Warto zastanowić się nad tymi pytaniami.
Aby nasze dziecko rozwijało się ku dorosłości i samodzielności, dużo musi się zmienić: nasz sposób myślenia o dziecku, jego przywileje i obowiązki, plan dnia, a nawet strój, zabawki i różne przedmioty używane na co dzień. Na nowo trzeba zweryfikować wyznaczone granice, postawić nowe cele, przywileje, konsekwencje.

Czytaj więcej: Wspieraj, nie wyręczaj. Część II. Skok w samodzielność

Wspieraj, nie wyręczaj Część I. U maminej spódnicy


anka-niko

Wspieraj, nie wyręczaj


Część I. U maminej spódnicy

Jakie jest podstawowe zadanie rodzica? Odpowiedź wydaje się prosta: wychować nowego człowieka do samodzielnego życia. Ale jak postępować, by osesek, który ma głównie instynkty pierwotne, wyrósł na samodzielnego, samoobsługowego i uspołecznionego dorosłego? Jak uczyć, żeby umiał i chciał? Jak sprawić, żeby umiał żyć w społeczeństwie, a nie czuł się „pępkiem świata”, któremu wszyscy mają służyć? Jak zmienić się z dyktatora sterującego potomkiem w jego konsultanta/doradcę? Czyli – jak mądrze kochać?

Czytaj więcej: Wspieraj, nie wyręczaj Część I. U maminej spódnicy

Polubiłam swoją złość.


Dosia


Polubiłam swoją złość.

Należę do osób "grzecznych", które zawsze starały się tłumić w sobie emocje. Byleby nikomu ich ekspresją nie sprawić przykrości, byleby nikomu nie wydać się śmieszną. Byłam przekonana, że dbając o takie zachowanie sprawię, że ludzie będą mnie tolerowali i nie będą ze mnie kpili.

Taktyka okazała się pozornie słuszna. Już w liceum uzyskałam aprobatę rówieśników, poczułam nareszcie, że jestem lubiana. Byłam święcie przekonana, że to głównie dzięki mojej perfekcji w tłumieniu emocji.

Czytaj więcej: Polubiłam swoją złość.

Normalne dziecko


Anchen


Normalne dziecko

Wychowano mnie w bogobojny dziewiętnastowieczny sposób. Mówię cicho, siedzę prosto, rączki składam w małdrzyk, buzię w ciup. No chyba że ktoś nieopatrznie zaatakuje moje dzieci. Wtedy zmieniam się w tygrysa szablastozębnego. Czysto informacyjnie zaznaczę, że metamorfoza (Mamo, ale mówiłaś, że metamorfoza to w osła!) zajmuje mi dwie setne sekundy. Potem przegryzam gardło. Zapewne dlatego rzadko zdarza mi się słuchać impertynencji, bo w dwie setne sekundy, rzecz oczywista, dużo się nie powie. Ponieważ jednak zespół Aspergera syna nie stanowi mrocznego sekretu, czasami jakiś kamikadze zdąży się rzucić z pytaniem, czy może wolałabym mieć normalne dziecko.

Mocne pytanie. Nie razi mnie wyłącznie dramatycznym brakiem taktu, bo jest niezwykle mało osób w jakikolwiek sposób uprawnionych, żeby pytać o kwestię tak osobistą. Jest w tym pytaniu oślizła sugestia, że dziecko z zespołem Aspergera jest gorsze, w jakiś sposób naznaczone. Jest dziecięca wiara, że warto rozpaczać nad rzeczami, które od nas nie zależą. I przeświadczenie, że norma – czymkolwiek by była – stanowi szczyt ludzkich aspiracji.

Czytaj więcej: Normalne dziecko

Kotlet


Anchen


Kotlet

Zrobiłam kiedyś mężowi karczemną awanturę. O kotlet. W dodatku mielony.
A było to tak: w przedszkolu moje dzieci zaprzyjaźniły się z kolegą. Po prawdzie to na początku raczej zakumplowały się matki, bo obu nam zależało, żeby dzieci miały sensowne towarzystwo poza przedszkolem. Czasami jeśli którąś z nas przywaliła szczelnie robota, druga odbierała cale towarzystwo z przedszkola i prowadziła je do siebie, dawała obiad i organizowała zabawę do powrotu pierwszej. Ten dzień ułożył się akurat tak, że ja odbierałam wszystkich z przedszkola i prowadziłam do nas, podgotowywałam obiad (dzieci odbierałam wcześnie, o godz. 14), ale potem musiałam biec na jakieś spotkanie, więc dzieci przejmowała mama kolegi, która akurat wracała z pracy i czekała z synkiem u nas, póki nie wróci mój mąż, żeby się zająć swym prawowitym potomstwem. Ufff, życie pracujących matek bywa skomplikowane.

No więc wybiegłam, zostawiwszy mamę kolegi nad patelnią. Kiedy wróciłam do domu, było już późno, mąż wrócił, ale trwała szampańska zabawa i dzieci nadal roznosiły chałupę. Kiedy zzuwałam buty, mama kolegi poinformowała mnie z dumą, że świetne mielone przyrządziłam. Antoś, nasz młodszy syn, zjadł swój kotlet, potem dokładkę, a na końcu mój. Jak się to w tym małym, czteroletnim wówczas brzuszku, zmieściło, do tej pory zachodzę w głowę. W każdym razie wszyscy zjedli z apetytem, a mnie mąż pocieszył, że mogę dostać kanapkę.

Czytaj więcej: Kotlet

Nie jestem głupia

 


Irena

Nie jestem głupia...


 

Do pierwszej klasy idę jak tysiące innych dzieci w moim wieku. Tylko wtedy nie miałam pojęcia, czym to się zakończy. Zresztą tak samo czuła większość 7 latków. Było nas wtedy około 37 duszyczek, chętnych bardziej lub mniej do nauki. Należę do grupy bardziej chętnych. Znam większość liter i potrafię je odwzorowywać. Na chęciach i zapale upływa pierwszy okres mojej bytności w szkole. Szybko czytam ze zrozumieniem, po kilku miesiącach zachłannie połykam książeczki typu „Poczytaj mi mamo”.
W tym samym czasie zaczynają się pierwsze problemy. Kompletnie nie nadążam z pisaniem za klasą, dyktanda to czysta abstrakcja, nie potrafię przepisywać z tablicy.Robię to wszystko bardzo wolno z licznymi błędami. Z tego powodu średnio co 2-3 miesiące trafiam na badania psychologiczne, by wykluczyć upośledzenie umysłowe (o celu tych badań dowiedziałam się po wielu latach).
Z roku na rok robi się coraz gorzej. Im więcej czytam, tym gorzej piszę. Staję się w klasie niezłym powodem do żartów i kpin. Moje dyktanda są omawiane na forum klasy. Co rusz wybuchają salwy śmiechu po odczytaniu błędnego słowa, słyszę:" jak można to napisać tak, przecież to takie proste". Tylko że ja nie widzę w tym nic śmiesznego ani prostego.

Czytaj więcej: Nie jestem głupia

Chwal


anka-niko

Chwal


Na początek proponuję, aby każdy odpowiedział sobie na te kilka pytań:

Lubisz być chwalona/chwalony? Kiedy ostatnio usłyszałaś/eś pochwałę? Od kogo? Za co? Jakie słowa usłyszałaś/eś? Jak się czułaś/eś? Jak zareagowałaś/eś?

Kiedy Ty ostatnio kogoś pochwaliłaś/eś? Męża/Żonę? Współpracownika? Obsługę restauracji? Pielęgniarkę pobierającą krew? Ekspedientkę w sklepie? Nauczyciela Twojego dziecka? Jak się czułaś/eś? Jakich słów użyłaś/eś? Jak zareagowała chwalona osoba?

Czytaj więcej: Chwal

Poznaj pozytywy swojego dziecka


anka-niko

Poznaj pozytywy swojego dziecka


„Jakie jest Twoje dziecko?”

Na tak postawione pytanie jedni rodzice odpowiedzą, że ich dziecko jest mądre, dobre, wręcz idealne, inni zaś – zaczną od wyliczania wad: złośliwe, niegrzeczne, spóźnialskie, nie chce się uczyć, pyskuje. Ktoś doda coś o urodzie. Czasami usłyszymy: „jest zdolne, ale…” i znów sypnie się litania skarg. Niektórzy chwalą swoje dzieci, ale tylko wobec innych – dzieci tych pochwał nie słyszą.

Jak więc postrzegamy swoje dzieci? Czy one słyszą od nas pochwały? Jak one siebie postrzegają? Jaką mają samoocenę? Ciekawe, ile osób wymieni tylko pozytywne cechy swojej pociechy? Najczęściej zależy to od wieku dziecka i jego „grzeczności”.

Tak więc, jeśli na pytanie „Jakie jest Twoje dziecko?” nie umiesz powiedzieć nic pozytywnego albo sprawia Ci to trudność, proponuję prostą zabawę. Odrysuj rączkę swojego dziecka i na każdym „palcu” wypisz pozytywną cechę, za co je lubisz?/którą u niego lubisz. Nie czytaj dalej, póki tego nie zrobisz!

Udało się? Jest choćby 5 pozytywnych cech? A może 15? Najważniejsze, że „rączka” nie jest zupełnie pusta.

Czytaj więcej: Poznaj pozytywy swojego dziecka

Oczekiwania vs. możliwości


anka-niko

Oczekiwania vs. możliwości


 

- Maciek, lat 3: czyta gazety, liczy do 100, zna wszystkie marki samochodów;
- Pamela, lat 4: śpiewa arie operowe;
- Jaś, lat 5: jeździ na rolkach, na rowerze dwukołowym, żongluje 6 piłeczkami;
- Tymek, lat 6: zna nazwiska i osiągnięcia wszystkich piłkarzy z czołowych drużyn…
- Sylwek, lat 8: właśnie nauczył się wiązać sznurowała;
- Anielka, lat 9: po raz pierwszy pokolorowała obrazek do końca;
- Mateusz, lat 10: poprawnie dodaje na palcach do 10;
- Sebastian, lat 12: jeździ na rowerze bez dodatkowych kółek;
- Dominika, lat 16: przeczytała do końca pierwszą książkę.


Czytaj więcej: Oczekiwania vs. możliwości

„Aby się wypalić, najpierw trzeba płonąć”


anka-niko

„Aby się wypalić, najpierw trzeba płonąć”


 

„Mam dość, wiecej do tej szkoły nie pójdę!”, „Jestem do kitu, nic mi się nie udaje, wszędzie klęska”. Znacie to? Czyje to słowa? Wbrew pozorom niekoniecznie muszą to być słowa ucznia. Wielu rodziców, którzy mają dziecko określane jako „trudne”, popada w depresję, w stan wypalenia.
Wypalenie się (wypalenie zawodowe, syndrom Burnout) – czyli syndrom związany z długotrwałym poczuciem stresu, przepracowaniem, poczuciem odpływu sił, obniżeniem samooceny i możliwości sprawstwa – to termin znany głównie jako wypalenie zawodowe dotyczące policjantów, strażaków, lekarzy, pielęgniarek, psychologów, nauczycieli. Czy faktycznie dotyczy tylko zawodowej działalności człowieka?

Czytaj więcej: „Aby się wypalić, najpierw trzeba płonąć”

Inne dziecko


Matken


Inne dziecko

Dzień świąteczny, a raczej środek nocy, żeby było ciekawiej i bardziej ekstremalnie. Mój syn budzi się z krzykiem, pokazuje, że boli go brzuszek. Pokazywał już wcześniej, ale wtedy szybko przechodziło. Teraz jest inaczej. Płacze i krzyczy od pół godziny. Decydujemy, że trzeba jechać do lekarza. Dzwonię do Poradni D. Na sekretarce automatycznej nagrana jest wiadomość o punkcie udzielającym pomocy w takie dni jak dziś. Słucham niecierpliwie, zapamiętuję numer, dzwonię. Będą na nas czekać, jest lekarz. W gabinecie seria pytań, a wśród nich: “Dlaczego nie przyjechaliście wcześniej?”.

Czytaj więcej: Inne dziecko

Zagubiony nastolatek, czyli o zwiększonym ryzyku depresji u młodzieży z ZA


Beata


Zagubiony nastolatek, czyli o zwiększonym ryzyku depresji u młodzieży z ZA

Zniechęcenie, smutek, szaro-bury świat. Z dnia na dzień coraz trudniej wstać z łóżka. PO jakimś czasie już nawet sama myśl, że trzeba wstać, ubrać się i wyjść do szkoły powoduje lęk. W głowie wirują myśli: ,,Jestem nic nie wart, nikt mnie nie rozumie, na pewno sobie nie poradzę, wyśmieją mnie"...
Z dnia na dzień izolacja pogłębia się. ,,Nikogo nie potrzebuję, niczego nie chcę", świat staje się coraz bardziej obcy i minuta po minucie oddala się w niebyt. ,,Czy cokolwiek ma jeszcze sens? Po co mam żyć?"

Czytaj więcej: Zagubiony nastolatek, czyli o zwiększonym ryzyku depresji u młodzieży z ZA

Nie można czekać


Matken


Nie można czekać

Życie płynęło spokojnym rytmem, przerywane z rzadka szkolnymi incydentami moich dwóch dorastających synów. W tym właśnie czasie przyszła mi do głowy myśl, że proces wychowania powoli dobiega końca, chłopcy staną się dorośli, samodzielni, a ja wreszcie sobie odpocznę. Chyba to była taka przewrotna myśl, wysłana przez moją podświadomość, bo już wkrótce miało się okazać, że urodzi się NOWY CZŁOWIEK.

Czytaj więcej: Nie można czekać

Droga do diagnozy


Matken


Droga do diagnozy

W wieku 22 lat zostałam mamą ślicznego synka. Pierwszym szczegółem, który zauważyłam tuż po urodzeniu, była mała plamka na języku. Nie umiałam go jeszcze kochać i dziwnie się z tym czułam, bo myślałam, że te uczucia przyjdą w chwili jego narodzenia. Przyszły później, kiedy już się troszkę poznaliśmy. Miał rok i 4 miesiące, gdy został starszym bratem.

Czytaj więcej: Droga do diagnozy

Łowca i opiekunka


Dreptak


Łowca i opiekunka

Przenieśmy się myślami do obozowiska naszych przodków sprzed kilku tysięcy lat. I co? Nos nie odpada? Według relacji podróżników, obozowiska Indian Północnoamerykańskich śmierdziały przepotwornie – a oni byli na etapie rozwoju kamienia łupanego, czyli całkiem nieźle zaawansowani.

Ale nie o tym teraz będzie...

Natura stworzyła mężczyzn i kobiety dla spełniania pewnych ról społecznych. Zostali wyposażeni w odmienne mięśnie, odmienne mózgi i odmienne emocje. Oczywiście zdarzają się męskie kobiety i kobiecy mężczyźni. Ale ja chciałbym mówić o regułach, nie wyjątkach.

Czytaj więcej: Łowca i opiekunka

Unikanie agresji


Dreptak


Unikanie agresji

Liberté, égalité, fraternité! To słyszymy od rewolucji francuskiej. Równość, wolność, braterstwo. Jeszcze niedawno psychologowie wpierali nam, że człowiek rodząc się jest niezapisaną kartą. Że różnice między płciami mają charakter wyłącznie kulturowy, że wszyscy są równi i identyczni w momencie urodzenia.
Mnie to intruguje, jak można bezkarnie prawić takie brednie i jeszcze terroryzować wszystkich myślących inaczej.

Ale nie o tym teraz będzie...

Jak to się dzieje, że konfliktów na chodniku prawie nie ma, a kierowcy bywają nawzajem agresywni?

Czytaj więcej: Unikanie agresji

Człowiek w cywilizacji


Dreptak


Człowiek w cywilizacji

Ludzie na chodniku mijają się bezboleśnie, czasem ktoś kogoś trąci, ktoś kogoś nadepnie i … nic się nie dzieje. Ale ci sami ludzie siedząc za kółkiem kierownicy są gotowi ciskać gromy na innych użytkowników drogi. Niby ci sami ludzie ale inni.

Ale nie o tym teraz będzie...

Fakty są takie: coraz więcej ludzi potrzebuje pomocy psychologicznej, antydepresanty sprzedają się jak ciepłe bułeczki a nasza cywilizacja europejska zdaje się wchodzić w ślepy zaułek. Co się dzieje?

Czytaj więcej: Człowiek w cywilizacji